Kiedy Dziecko przychodzi i ma wątpliwości, że czy pójdzie na Studniówkę bo ..."nie mam co na siebie włożyć"... to ogromne wyzwanie dla mamy a kiedy nie ma odpowiednich dodatków to wyzwanie nie mniejsze. :) Mnie też to dopadło. I cóż, trochę sznurków kilka koralików i powstało COŚ co Dziecko określa mianem "kolii".
Pierwszy etap pracy nie wyglądał dobrze, ale mam wrażenie, że nie wyszło najgorzej. Dziecko było zadowolone a to najważniejsze.
Dodam nieskromnie, że kamea w centralnym miejscu kolii to też efekt mojej pracy. A to efekt końcowy
Ale w tym momencie powstał następny problem :( a co na uszy. Tu już pomógł internet. Znalazłam kolczyki, które od pierwszego wejrzenia weszły mi w oczy. Oto one - czyż nie są śliczne.
Zabrałam się do pracy. Nie chciałam identycznych. Miały być podobne ale zachować swój urok czy wyszło...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz